Tancerka w podróży. Sentymentalny Lwów.

Kochani,

Czas na nowości! Zapraszam Was na cykl TANCERKA W PODRÓŻY! Na blogu będziecie mogli przeczytać o moich podróżach — tych tanecznych i tych wyłącznie urlopowych. Ciekawi? Dzisiaj podróż do Lwowa i przygody związane z przekraczaniem polsko — ukraińskiej granicy 😀

WARSZAWA — LWÓW

Lwów marzył nam się od dawna. Z okazji zbliżających się okrągłych urodzin mojego męża, w wolny, długi listopadowy weekend, dość spontanicznie (mąż nie miał paszportu na 2 dni przed wyjazdem) postanowiliśmy zarezerwować 2 noclegi i w piątek nad ranem wyruszyć w drogę naszym samochodem. Mapy Google pokazywały ok. 5 godzin jazdy z Warszawy, a my liczyliśmy na to, że na granicy nie będzie jeszcze okropnego tłumu. Okazało się, że we Lwowie w tym samym czasie, odbywają się warsztaty taneczne i byłam pewna, że o godzinie 15 czasu Ukraińskiego (wyjechaliśmy o 5 rano spod domku) bez problemu znajdę się na sali treningowej.

Ostrożnie wybierajcie dzień, w którym planujecie znaleźć się na granicy polsko — ukraińskiej.

Czekanie na przejściu granicznym może trwać miliony godzin.  Jeśli wybieracie się w podróż samochodem — nie popełniajcie naszego błędu i nigdy nie zapominajcie ZIELONEJ KARTY…  Przygotujcie się, że przekraczanie granicy będzie męczące, zaopatrzcie się w prowiant i mnóstwo cierpliwości. Granica ukraińska to latanie od okienka do okienka, kserowania dokumentów i w naszej sytuacji przekonywanie strażnika, że może nas wpuścić bez zielonej karty. Mąż przyjął taktykę brania odpowiedzialności z głupotę, sądząc, że pan z okienka widząc naszą skruchę, pozwoli nam wjechać. Ja nałożyłam na usta najładniejszy błyszczyk i oczami kota ze Shreka tłumaczyłam panu, że pojedziemy tylko i wyłącznie Lwowa, który miał być prezentem  urodzinowym dla męża. I wiecie co? Pan popatrzył na nas jak na dwójkę niegroźnych wariatów i pozwolił nam przejechać (no właściwie to pozwolił nam przejść do 2 okienka, z którego wysłano nas dalej do ksero, potem do kolejnego okienka, później sprawdzono nam samochód i to dokładnie, następnie pozwolono nam jechać — przez przypadek pani pokierowała nas z powrotem na wyjazd do Polski, co na szczęście zauważył W. -czyli mąż- i zdążył się w ostatnim momencie zatrzymać). Po ponad 4 godzinach stania udało nam się wjechać na Ukrainę. Na warsztaty nie zdążyłam, ale bardziej szczęśliwa być nie mogłam 😀

UKRAINA

Ukraina bardzo nam się spodobała (chociaż widzieliśmy niedużo — od granicy do Lwowa jechaliśmy 1,5 godziny). W niektórych miejscach wydaje się, że czas zupełnie się zatrzymał, ale ma to swój niewątpliwy urok 🙂 Można tam odpocząć! Ludzie są bardzo życzliwi i łatwo można się z nimi porozumieć. Aczkolwiek Ukraińcy nie chcieli z nami rozmawiać po angielsku. Woleli, żebyśmy mówili po polsku — oni odpowiadali po ukraińsku. W hotelu natomiast zaskoczono nas znajomością polskiego, co oczywiście było bardzo miłe 🙂 Co do hotelu – spaliśmy w 2 różnych lokalizacjach. W piatkową noc zatrzymaliśmy się w Hotelu & SPA Pysanka (Avraama Linkol’na St, 10). Miejsce to było nieco oddalone od centrum, ale zależało nam na strzeżonym bezpłatnym parkingu, a hotel taki oferował. Bardzo ładny, czysty i elegancki pokój, z jasną łazienką i darmowymi kosmetykami, możliwość korzystania ze spa (niestety nie mieliśmy okazji skorzystać — dużym minusem jest możliwość rezerwacji spa za dodatkową opłatą dla wybranych gości i jedyny dostępny czas to była 24 – 2 w nocy, co po podróży wydało nam się abstrakcyjnym pomysłem), szlafrok w pokoju, baniaki na korytarzu z ciepłą i zimną wodą do picia, restauracja na dole i śniadanie (do wyboru kilka pozycji z karty  — także dla wegetarian) plus parking  — ok. 150 zł.

Drevnij Hrad

Nocleg z soboty na niedzielę spędziliśmy w drewnianym domku 15 km. od  Lwowa w Park – Hotel Drevnij Hrad (7km of Kyivskoe Shosse). Miejsce przepiękne! Lasy, zieleń, pyszne jedzonko (bardzo tanio!), piękny dwupiętrowy domek, ogromna łazienka i królewskie łóżko, parking, baseny (niestety tylko zewnętrzne), szlafroczki, kosmetyki i śniadanie (w formie bufetu) wliczone w cenę ok. 350 zł. 

Apothecary
Apothecary

Właściwie wszystko na Ukrainie jest tanie. Na bazarkach możecie znaleźć pięknie ręcznie wykonane przedmioty, biżuterie, obrazy, ubrania. Pamiątki w centrum będą oczywiście droższe, zwróćcie na to uwagę i odejdzcie nieco od centrum, jeśli chcecie zrobić prezent sobie lub bliskiej Wam osobie. Na Ukrainie znajdziecie też naturalne i niedrogie kosmetyki. Moim ulubionym sklepikiem został Apothecary (Mykoly Kopernyka Street, 1). Znajdziecie tam pięknie pachnące olejki, maseczki do włosów i do twarzy, mydełka i wiele, wiele innych.

Bardzo tanio we Lwowie można zjeść (i to w ekstra miejscach). My zdecydowaliśmy się wybrać na kolację do restauracji ze średniowiecznym klimatem – Tlustii Gusak (Drukarska vul. 9). Muzyka na żywo, świece, duże dania — także dla wegan — i romantyczna atmosfera. Idealna randka z ukochanym. 

Poniżej fragment koncertu w restauracji Tlustii Gusak. Muzyka z filmu Zapach Kobiety ❤️❤️❤️💃💃💃

Przed wyjazdem dużo słyszeliśmy o restauracji Dom Legend. Wybraliśmy się tam w sobotę, żeby zjeść obiadek  — niestety jest tam tyle turystów, że zaduch tego miejsca jest nie do opisania… Restauracja jest niezwykle ciekawa ze względu na różnorodność tematyki pięter (można np. zjeść posiłek w celi więziennej), a także (podobno )widok z dachu restauracji (gdzie nie mogliśmy się dopchać przez tłum ludzi na schodach).

Cela w Domu Legend
Cela w Domu Legend

Po mieście poruszaliśmy się pieszo  — lubimy dużo chodzić i dzięki temu zawsze trafiamy na nietypowe miejsca. Jednakże jeżeli wolicie inny sposób przemieszczania się, to Lwów jest bardzo dobrze skomunikowany. Tramwaje, autobusy, trolejbusy, busy  — to macie do wyboru, no i oczywiście bardzo tanie taksówki. Bardzo łatwo znaleźć taksówkę w centrum pod Operą Lwowską, aczkolwiek te będą droższe niż zamawiane dla Was przez recepcję z hotelu. Taksówkarze mówią po ukraińsku i cenę ustalają na początku waszej podróży  — co jest zdecydowanym plusem! Autobusy są okropnie zapełnione w godzinach wieczornych  — wybierzcie taksówkę 🙂

Z racji, iż odwiedziliśmy Lwów w okresie Halloweenowym wszędzie można było wpaść na dekoracje związane z tą tematyką. Było to bardzo klimatyczne  — szczególnie nocą!

Podróż do Lwowa była dla mnie bardzo sentymentalna. Polskie akcenty widoczne są dosłownie na każdym kroku. Polskie napisy z czasów przedwojennych, budynki projektowane przez Polaków, nazwy ulic (dzisiaj oczywiście już po ukraińsku), polskie gazety z XIX wieku sprzedawane na bazarkach.

Lwów to miejsce, gdzie kawosze (tacy jak ja) na pewno się odnajdą. Co kilkaset metrów możecie natknąć się na budki z tym przepysznym napojem jak z najlepszej kawiarni. Duża kawa latte to koszt ok. 8 zł…. Z wypasionanymi dodatkami (np. kawa oreo) od 10 do 12 zł. Na rynku we Lwowie znajdziecie też palarnie kawy! Możecie tam kupić ziarna na wagę i pyszne syropy.

sdr

sdr

dav

dav

dav

dav

dav

dav

dav

dav

 Manufaktura Kawy
Manufaktura Kawy
Największy kawosz świata

Będąc we Lwowie spróbujcie wybrać się do Opery Narodowej. Spektakl można obejrzeć już od 16 złotych! Ceny najlepszych miejsc też nie są drugie. Nam nie starczyło na to czasu i bardzo żałujemy.

IMG_20181112_182327

IMG_20181112_182427

IMG_20181112_182818

IMG_20181112_191349

IMG_20181112_191620

IMG_20181112_191655

IMG_20181112_191735

Mam nadzieję, że nowy cykl przypadnie Wam do gustu. W nastpenym roku szykujcie się na ogromną dawkę wiedzy o Kairze. Jeśli interesuje Was temat podróży, zapraszam na bloga mojego męża.

 

Hadija :*

 

 

 

 

Dodaj komentarz