Porażka w sporcie. Moje przemyślenia…

Płacz, złość, rozpamiętywanie, depresja, wypieranie z pamięci… Każdy radzi sobie z porażką inaczej. W sporcie nie zawsze wygrywasz i nie zawsze jesteś najlepszy. Bywa, że to, co tak starannie fiksowałeś na treningach, nie wypala na zawodach. Poprostu – coś nie poszło po Twojej myśli, głowa była zajęta czym innym, a Twoje wykonanie dalekie było od tego z sali treningowej. Nie znasz odpowiedzi na pytanie, co poszło nie tak i dlaczego tym razem Ci nie wyszło. A może zwyczajnie byli lepsi, mocniejsi, silniejsi? Brzmi znajomo? Porażka to element życia sportowca (ale przecież i każdego innego człowieka!). Taka jest prawda. Więc albo nauczysz się sobie z nią radzić, albo… no nie wiem – na pewno zaliczysz parę potężnych dołów i stracisz niepotrzebnie zapas chusteczek higienicznych, kiedy będziesz wypłakiwać się w łóżku po raz setny. Ja nie wiem, czy warto 😛

Wymądrzam się? Pewnie trochę i tak. Szczerze? Przegrane zawody to nie jest dla mnie również przyjemnie spędzony czas. Bardziej szczerze? Zazwyczaj po takim „incydencie” muszę na 1 dzień zaszyć się w domu i pobyć sama. Nie znaczy to, że wypłakuję się w kołdrę. Nie, nie! Raczej porównałabym to z próbą „odcięcia się od świata” i zostania ze swoimi myślami, To czas na spojrzenie na wszystko z szerszej perspektywy, konstruktywnego zaplanowania, co dalej.

I jak tu żyć dalej?

Kiedyś od jednego z trenerów usłyszałam bardzo mądre słowa: „Porażka czy wygrana? Staraj się do wszystkiego podchodzić w podobny sposób. Koncentruj się na tym, żeby i jedno i drugie stało się normalnym elementem Twojego życia – bo przecież tak właśnie jest. Tysiąc razy jeszcze nie wszystko uda się po Twojej myśli, ale przyjdą takie momenty, kiedy będziesz najlepsza. Pracuj nad poczuciem własnej wartości. Niech wynik na zawodach – pozytywny czy mniej – nie wpływa na Twoje postrzeganie siebie jako osoby. Robisz to- bo to kochasz. Bądź dumna z każdego wyjścia na scenę, bo każde bycie tam czyni Cię lepszą, silniejszą i bardziej doświadczoną. ”

Zawsze, gdy po zawodach „wpadam w otchłań rozpaczy bezdenną ” ( :P) i mam ochotę już nigdy więcej nie wejść na salę treningową (co byłoby dość kłopotliwe, bo musiałabym omijać szerokim łukiem mój dom, w którym jeden pokój mam dostosowany na potrzeby taneczno – pedagogiczne ) myślę sobie o czasie, który i tak będzie (niestety) umykać jak szalony i o wyborze : spędzić tygodnie tracąc formę i użalając się nad sobą, czy spędzić tygodnie miło, robiąc to, co kocham i będąc szcześliwą? Odpowiedź zawsze jest jednoznaczna. (W sensie, że wracam do treningów 😀 )

Ale…

Legenda głosi też, że czasem trzeba milion razy przegrać, żeby zdobyć swój złoty puchar/medal (w tańcu orientalnym to można nawet i diadem dostać!). Co moim zdaniem jednak zbliża nas do mistrzostwa? To umiejętne wyciąganie wniosków z porażek.  Często zmiana strategii, techniki. Wszystko po to, żeby następnym razem było, chociażby o maleńki kroczek do przodu.

Życzę Wam kochani, abyście mądrze podchodzili do każdych swoich osiągnięć (na każdym polu waszego życia) i nie poddawali się, kiedy coś nie idzie po Waszej myśli. Najważniejsze to próbować i nie stać w miejscu, a każde doświadczenie kształtuje nasz charakter i czyni niepowtarzalnymi.

Hadija <3

PS Dziękuję za wszystkie prywatne wiadomości. Fajnie wiedzieć, że komuś się ta moja pisanina przydaje. H.

Dodaj komentarz