Ból mięśni, stawów, złe samopoczucie. Czy przyczyną może być STRES?

Kochani, dzisiaj na blogu temat niezwykle dla mnie ważny (bo dotyczy mnie bezpośrednio). Chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami, jak i doświadczeniami związanym z napięciami w ciele (które doprowadziły mój organizm do ogromnego bólu w okolicach klatki piersiowej i uniemożliwiały każdy trening, a nawet zwyczajne poruszanie się po mieszkaniu). Okazało się, że powodem bólu nie była kontuzja spowodowana zbyt dużą liczbą treningów lub nieodpowiednim wykonaniem ćwiczenia. Co było przyczyną i dlaczego pomogło mi oddychanie? Zapraszam do lektury.

Moja przygoda ze sportem trwa długo i jestem przyzwyczajona, że czasem boli. W wyczynowym sporcie musisz pogłębiać zakres swojego ruchu, dbać o to, żeby wykonywać wszystko na jeszcze lepszym, prowadzącym do mistrzostwa poziomie.  Od czasu do czasu, zdarzają się dni, kiedy czujesz, że Twoje ciało odmawia Ci posłuszeństwa. Odpoczywasz więc (jeśli akurat możesz sobie na to pozwolić :P) i wracasz do treningów z nową energią. Są jednak takie sytuacje, kiedy wiesz, że nie jest to zwykłe przemęczenie. U mnie pewnego dnia pojawił się ogromny ból w odcinku piersiowym kręgosłupa, promieniujący na ramiona, uniemożliwiający mi poruszanie głową w jakimkolwiek kierunku.

Moje sportowe życie zaczęło się składać z wielu dni wypełnionych bólem, który przechodził na parę dni, aby zaatakować ponownie.

Długo nie wiedziałam, skąd brały się owe dolegliwości. Ból pojawiał się nagle, nie na treningu, zazwyczaj podczas zasypiania, nad ranem narastał do jakiegoś nieznośnego poziomu- a na prawdę, uwierzcie mi, jestem osobą, która ma bardzo wysoki próg bólu! Oczywiście w takich sytuacjach należy szukać pomocy specjalisty i rzecz jasna zaczęłam dwa razy w tygodniu chodzić na fizjoterapię. Pomagało niestety na chwilę i ból pojawiał się po tygodniu (chociaż zaczęłam się nawet oszczędzać, czyli mniej intensywnie pracować – ale nawet taka przerwa nie pomogła).

Po którejś wizycie u Pani Małgosi (mojej ówczesnej fizjoterapeutki),  wszystkie mięśnie były rozluźnione i wymasowane do granic możliwości, a mnie w końcu nic nie bolało. Szczęśliwa wróciłam do domu i poszłam prowadzić zajęcia. W tamtym czasie rozpoczęłam pracę w nowym klubie fitness. Nie czułam atmosfery tego miejsca, wymuszonego uśmiechu na twarzy moich kolegów i motta przewodniego klubu „jesteśmy fantastyczni, najlepsi i musimy osiągać najlepsze wyniki”. Nie podobało mi się również „bezosobowe” podejście do klientów, do którego ja nie jestem przyzwyczajona. Wolę kameralne grupy. Mogę pomóc i zwrócić uwagę na każdą osobę- bo każdy w inny sposób potrzebuje mnie jako trenera i instruktora. Oczywiście nie ma nic w tym złego, kiedy na sali masz 40 osób – ale to nie są moje klimaty, Na warsztatach –  super- na cotygodniowych zajęciach – niekoniecznie dla mnie. Podczas drogi do pracy rozmaślałam jak bardzo nie lubię tam przychodzić i jak wolałabym prowadzić zajęcia inaczej – autentycznie i z duszą do tego, co robię. Nagle w moich plecach (siedziałam w metrze i nie wykonałam żadnego ruchu) pojawił się ten ogromny ból. Oczywiste stało się, że jego pochodzenie było nie związane z moimi aktywnościami ruchowymi, a stresującymi i destrukcyjnymi myślami oraz całą tą dla mnie niekomfortową sytuacją. Tego samego dnia zrezygnowałam z zajęć w tym miejscu. Pieniądze – niewątpliwie zacne i kuszące – nie zatrzymały mnie  tam na dłużej (zresztą – i tak większość wypłaty szła na fizjoterapię:P ).

Możecie mi nie wierzyć, ale moje dolegliwości ustały. Szczęśliwie dla mnie – nowa praca znalazła się od razu, a nowe uczennice i pokazy trafiały do mnie „z nieba”. Zaczęłam  jednak zwracać ogromną uwagę na to, jak wiele rzeczy na mnie oddziałuje. Jestem przekonana, że wszystkie nasze emocje mają ogromny wpływ na nasze ciało i wiele chorób i dolegliwości bierze się z nieodpowiedniej reakcji na sytuację lub braku „odreagowania” negatywnych przeżyć.

Obecnie współpracuję z osobami, które pomagają mi uwolnić ciało od napięć. Zauważyłam, że niezwykle pomaga mi skupienie się na oddychaniu. Dzięki głębokim oddechom jestem w stanie rozluźnić mięśnie i  się uspokoić.

Jeśli chcielibyście poczytać o połączeniu ciała i psychiki od strony naukowej-  zachęcam Was bardzo do zapoznania się z publikacjami Katarzyny Schier. Może znajdziecie coś, co Was zaciekawi 🙂

Każdego dnia staram się czuć i rozumieć sygnały, które przekazuje mi moje ciało i małymi krokami staję się ekspertem w tej sprawie. Spaceruje, oddycham, znajduję każdego dnia 5 minut tylko dla siebie. Żyję mi się znacznie lepiej, przejmuję się znacznie mniej, jestem bardziej uśmiechnięta i wiem, że nic nie muszę robić na siłę. Oczywiście sytuacje stresowe w naszym życiu będą się pojawiać, ale możemy się nauczyć na nie reagować tak, aby zminimalizować negatywne skutki.

 

Dodaj komentarz