Czas wolny u tancerki – czy potrafię odpoczywać?

Kochani, dzisiaj znowu bardziej na poważnie, bo zajmiemy się tematem regenaracji, czyli odpoczynkiem po wysiłku. Opowiem Wam, jak to jest ze mną i jakie błędy zdarza mi się popełniać – niestety notorycznie. Jeśli Wasze życie, tak jak moje, wypełniają treningi – mam nadzieję, że ten tekst okaże się dla Was inspirujący 🙂

Osoby, które dobrze mnie znają wiedzą, że jestem pracoholiczką i perfekcjonistką (oczywiście tylko w tej dziedzinie, na której najbardziej mi zależy, gdyż staram się nie poświęcać zbyt dużo energii rzeczom mało istotnym- bo i po co?). Taniec i treningi to (oczywiście zaraz po bliskich mi osobach, które są na pierwszym miejscu) to całe moje życie. Rano trening na siłowni lub stretching w domu, następnie zabieram się za taniec – technika, kombinacje, choreografie, improwizacja… Ćwiczę bardzo dużo, a kiedy tego nie robię – oglądam filmy ulubionych tancerek na youtubie lub słucham muzyki i wymyślam nowe choreografie, szukam inspiracji. Jestem szaleńcem do kwadratu, jeśli chodzi o sport (pomiędzy jeszcze prowadzę zajęcia i wpadam na uczelnię 😛 ).

Odkąd zaczęłam tak intensywnie trenować, spotkałam na swojej drodze mądrych ludzi, którzy przypominali mi, że tylko AMATORZY nie robią przerw. Jeśli chcesz być profesjonalistą – powtarzali- musisz, po prostu musisz czasem odpoczywać. Moja głowa długo jednak podpowiadała mi zupełnie inaczej. Do dzisiaj ciągle mam problem, żeby odpuścić, zrobić mniej, zwyczajnie odpocząć. Mam to szczęście, że swoim nierozsądnym zachowaniem nigdy nie doprowadziłam się do stanu krytycznego, w którym nie mogłabym trenować przez dłuższy okres. Zawsze ktoś w końcu „zmuszał” mnie do przerwy, wyciągał do kina, zabierał na wycieczkę, próbował odciągnąć mnie od przetrenowania się. Wydaję mi się, że mój organizm jednak nie raz był na granicy wytrzymałości przez moją głupotę. Dlatego dziękuję wszystkim tym, którzy dbają o to, żebym mogła nadal cieszyć się radością ze sportu.

Dlaczego warto jest odpoczywać?

Nasz organizm nie jest maszyną. Chociaż czasem bardzo chcielibyśmy zmusić go do działania ponad nasze możliwości – musimy zdać sobie sprawę, że na dłuższą metę nie jest to dla nas dobre. Niestety, prawdą jest, że największe postępy zrobiłam po krótszej przerwie czy też po wakacjach. Psychicznie – nienawidzę odpoczywać (uczę się nie mieć poczucia zmarnowanego czasu), fizycznie- uwielbiam. Po jakimś czasie nawet mój mózg zaczyna doceniać korzyści z regeneracji – zauważam, że rozluźniają się mięśnie, ciało robi się jakoś lżejsze i nawet lepiej zaczynam wyglądać. Oczywiście nie mówię tutaj o długich tygodniowych przerwach – dla przetrenowanego ciała 2 dni mogą okazać się zbawienne.

Czy, żeby odpoczywać trzeba leżeć?

Niekoniecznie. Istnieją sposoby, które pozwolą nam odpoczywać aktywnie. To może być basen (jeśli nie pływamy zawodowo), spacer, wycieczka za miasto. Polecane są również masaże sportowe (te relaksacyjne nie są dla mnie i niestety nie mają wpływu na stan moich mięśni, które są tak samo spięte przed jak i po)  czy też sauna. Warto znaleźć to, co cieszy najbardziej. A co z leżeniem? Też jest korzystne… bywa, że czasem najlepiej po prostu jest posiedzieć i nic nie robić – zwłaszcza jeśli naprawdę dużo (bardzo dużo) trenujecie. Uważam jednak, że nie ma się co zmuszać do leżenia w łóżku. Ja tego nie lubię, dlatego zawsze staram się posiedzieć w parku, nad Wisłą lub pójść na pyszną kawę do kawiarni i powylegiwać się na mięciutkiej kanapie. Czasem nawet można zamówić ciacho, a co 😛

 

 

Wasza Hadijka :*

 

 

Dodaj komentarz